Witajcie kochani. Wiem, że znowu robię się monotematyczny, ale chciałbym w tym jeszcze jednym (chyba już ostatnim:) poście napisać jeszcze co nieco o Nike i moim podejściu do tej marki. Każdy mój znajomy może potwierdzić, że od zawsze gardziłem markowymi ciuchami. Powód był bardzo prosty – nie chciałem przepłacać za to, że do jakiejś bluzy czy koszulki była doszyta wielka metka z logiem danego producenta. Zdecydowanie wolałem kupić coś tańszego i sygnowanego logiem jakiegoś mało znanego producenta.
Zabawne, jak niewiele mi trzeba było, żebym zmienił swoje nastawienie…
Moja przygoda z Nike zaczęła się w tym roku, gdy udało mi się dostać do testów polóweczkę Grand Slam Polo. Wystarczyło mi kilka godzin aktywnego wysiłku w tej polówce, żeby uwierzyć w to, że w cenę markowych ciuchów nie jest wliczona tylko metka, ale i jakość.
Teraz, gdy zacząłem interesować się klubem Athletic West moje podejście zmieniło się jeszcze bardziej. Chyba mogę Wam całkiem szczerze wyznać, że logo Nike nie kojarzy mi się już z dresiarzami, lecz z ludźmi sportu. I mówię tutaj o sporcie w czystej postaci, o sporcie pełnym pasji i zaangażowania.
Spójrzcie chociażby na tych ludzi:

Są to ludzie tacy sami, jak my. Wśród nich są fotografowie, artyści, strażacy, a nawet dyrektorzy. Wszyscy mają rodziny, swoje problemy i troski, jak i powody do szczęścia. Ale łączy ich wszystkich coś jeszcze – umiejętność czerpania radości z aktywnego trybu życia.
Sam, odkąd jeżdżę do pracy rowerem, czuję się dużo szczęśliwszy i spokojniejszy duchem. Ciężko jest to opisać. Jeżdżąc samochodem byłem wiecznie zmęczony i poddenerwowany. Po przesiadce na dwa kółka, mówiąc najprościej, czuję się szczęśliwszy :)
Podobnie dla ludzi, których widzicie na zamieszczonej wyżej fotce, wysiłek jest motorem napędowym ich życia. Spójrzcie z resztą, co mają oni do powiedzenia:
A ja łączę się z nimi całym sercem. I chociaż samo bieganie za dużo radości mi nie sprawia, to na rowerze czuję się panem świata :) Ostatnio nawet próbuję nawracać swoich znajomych wyciągając ich na przeróżne wycieczki w celu pokonania wspólnymi siłami kolejnych kilometrów. Bo prawda jest taka, że chociaż każdy z nas pedałuje osobno, to dużo lżej się jedzie, gdy obok ma się jakiegoś kompana. I w tym miejscu bym chciał pozdrowić Elizę, która dała się wyciągnąć w ostatnią sobotę na wycieczkę, w czasie której zrobiliśmy ~72km. I nie byłoby w tym nic szczególnego, gdyby nie to, że przez ostatnich kilka lat Eliza ani razu nie siedziała na rowerze :) Tak trzymać!
Rozumiecie teraz, dlaczego tak nagle polubiłem Nike? Bo to już nawet nie chodzi o jakość ich produktów. Jakością zawsze jakaś firma może im dorównać. Ale żadna inna firma nie uczyniła tyle dla propagowania aktywnego trybu życia, co stworzony przez Nike klub Athletic West. I w tym miejscu chciałbym jeszcze raz gorąco Wam polecić lekturę katalogu Athletic West, w którym oprócz najnowszej kolekcji sportowych ciuchów Nike znajdziecie 6 ciekawych opowiadań, a także całą historię klubu Athletic West, którego korzenie sięgają 1977 roku.
Do mnie duch sportu już trafił. A do Ciebie?
Tagi: AthleticWest, Nike, Sportswear
Dodano: 10 października 2010, godz. 23:24
Komentarze: 8



Jak bedziesz organizowal jeszcze jakies wycieczki,to daj mi koniecznie znac :):)
A co do jakosci Nike,to zgadzam sie w 100%! Sama od lat biegam tylko w bucikach Nike
:):)
No oczywiście, że dam znać. Bym dał znać i wcześniej, gdybym wiedział, że taka sportowa
z Ciebie dziewczyna :)
Codziennie razem z Andrzejkiem biegamy po lasach.Rowerki mamy,więc z chęcią
spróbujemy czegoś nowego:)Tylko w tygodniu mamy mało czasu i najchętniej byśmy się
[pisali na jakieś cykliczne wycieczki w wekkendy:)Co ty na to?
U mnie też w tygodniu kiepskawo z czasem, ale w wekkendy to jak najbardziej :)
Powiem Ci tak, od zawsze wiedziałem, że Nike, Puma itd to nie tylko marka. Te cichy są na prawdę dobre dla sportowców. Sam korzystam, głównie z Pumy.
Inaczej sprawa się ma ze zwykłymi ciuchami markowymi, ostatnio byłem w dużej hali
targowej z mnóstwem rożnych marek. Chodziłem tam z 3 godziny. Nic nie kupiłem, a
konkluzja jest taka, ze wszystkie te sklepy mogłyby się połączyć pod wspólną nazwą
„Szmateks – drogo i bez gustu”
A najbardziej tragiczne w tym kraju jest to, że właśnie ciuchy sportowe kojarzą się z dresiarzami…
wystarczy pomieszkać trochę za granicą i takie skojarzenie przechodzi do przeszłości.
Po pierwsze dlatego, że markowe ciuchy nie są kosmicznie-drogie, ale średnio-drogie (wyobraźcie
sobie jak idziecie do sklepu adidasa i najnowsze spodenki kosztują 40zł – tak to relatywnie wychodzi np.
w Irlandii).
I nikt tego nie kupuje dla szpanu, bo tutaj każdego na to stać, nawet ludzi na zasiłkach.
I ubierając się w dresy nawet na spacer nie czujesz się jak pacan, tylko najnormalniej fajnie.
I strasznie się cieszę, że w Polsce też się to wreszcie zmienia.
Pozdrawiam!
@Henryk: Taaa, a później w centrum Lodynu widzisz dziewczyny ubrane w stare dresy, w
których wstydziłbym się pokazać przed domem…
A to już inna historia.
W Dublinie takie skrajności to potrafią w piżamach, szlafrokach i kaloszach łazić po
sklepach na zakupy! :-)